You are here
Home > wywiady > Prościej, jaśniej, dynamiczniej

Prościej, jaśniej, dynamiczniej

Marek Czapliński, trener II klasy badmintona, prezes Środowiskowego Klubu Badmintonowego Harcownik w Warszawie, pracownik zespołu tworzącego projekt nowego Regulaminu Sportowego PZBad, mówi nam, jak powstawał nowy ważny dla środowiska dokument.

 

Zacznijmy od podstaw, czyli od tego, dlaczego poprzedni regulamin wymagał zmiany? Był przestarzały? Nieadekwatny do aktualnych, międzynarodowych przepisów, czy do obecnych warunków?
Wszystko po trosze. Jeśli chodzi o przepisy dotyczące gry –nazwijmy je ogólno badmintonowe – to oczywiście zmieniły się, ale akurat to dla regulaminu, który sam w sobie jest przepisem, było najmniej istotne.

Co zatem zdecydowało, że nadszedł czas na nowa wersję?
Potrzeba dostosowania regulaminu do życia i charakteru badmintona w Polsce, do panujących w naszym kraju warunków. Kiedy powstawał poprzedni taki dokument, w Polsce było inne podejście do rozgrywek badmintona niż teraz. Regulamin mówi przede wszystkim o tym, jak grać. Od wielu lat wprowadzano jakieś drobne korekty i zmiany zarówno w ramach formuły, jak i sposobu zapisywania poszczególnych punktów regulaminu, który był od wieków i stawał się on przez to coraz mniej czytelny i zrozumiały. Ważniejsze jednak jest to, całość przesiąknięta była starymi ideami, które już dawno budziły sprzeciw w wielu klubach. Do tego dochodził jeszcze zagmatwany język. Czasami nie można było zrozumieć w pełni, o co chodzi.

A regulamin musi być jasny i zrozumiały… Proszę powiedzieć, czego dotyczą najważniejsze zmiany?
Przede wszystkim uszczuplenia zapisu. Nie trzeba wszystkiego szczegółowo zapisywać i regulować, ale ująć to tak, żeby nie było wątpliwości w momentach spornych. Sytuacja na turnieju, na korcie, w systemie rozgrywkowym musi być klarowna. W regulaminie np. wystarczy zaznaczyć, że chodzi o turniej, ale nie trzeba superdokładnie, jakiego rodzaju jest to turniej –tym bardziej, że wszyscy, którzy biorą w nim udział, wiedzą o co chodzi, znają realia. Uproszczony został system zapisywania  kolejnych punktów – tak, by treść była uporządkowana i czytelna. Główną część stanowią trzy najważniejsze rozdziały, a regulaminy konkretnych turniejów są załącznikami. To ułatwia potem ewentualne zmiany. Te dotyczyły przede wszystkim rozgrywek: jakiego rodzaju turnieje jak często mogą być grane. Chodzi o to, żeby badminton mógł się normalnie rozwijać, żeby nie było „wolnej amerykanki”. Parę lat temu każdy mógł sobie organizować coś na zasadzie turnieju, zgłaszało się to tylko co pół roku na konferencji kalendarzowej i dopuszczano zawody, jakie i ile kto chciał. Ludzie mogli wybierać turnieje na zasadzie wolnego rynku. Niby miało to sens, ale nie do końca – nie było wiadomo, gdzie warto startować, gdzie zawodnicy mogą się ogrywać. Trzeba było więc tak sformułować regulaminowe zapisy, żeby pewne turnieje miały swoją wartość, a z drugiej strony, żeby też nie zamykać do końca „rynkowości”, by nie było uznaniowości w przyznawaniu turniejów klasy wyższej, jak to kiedyś bywało.

Powiedział Pan, że poprzedni regulamin powstał 20 czy 25 lat temu. Bardzo się w tym czasie zmieniły okoliczności? Na przykład sprawy dotyczące reklam na strojach zawodników?
Jeżeli chodzi o stroje, to chyba jedyna lub jedna z niewielu rzeczy, które w całości zostawiliśmy niezmienione. Z prostego powodu – są to sprawy, które określa regulamin Światowej Federacji Badmintona.

Czy w pracy nad tym dokumentem pomagali Panu trenerzy, działacze związkowi, sędziowie?
Tu konieczne jest chyba przedstawienie genezy powstania tej inicjatywy i w efekcie powstania naszego zespołu, czyli tzw. komisji regulaminowej. Na przełomie grudnia 2017  i stycznia 2018 musiał być przyjęty nowy regulamin. Nie była to jeszcze wersja idealna, ale jakaś musiał być. Przyjęto więc to, co się udało wypracować w tamtym momencie, z zastrzeżeniem, że to przepisy na pół roku i że w tym czasie wszystko zostanie dopracowane. Warto wspomnieć o jednej rzeczy, która bardzo utrudniła sprawę wprowadzenia nowego regulaminu. Otóż w tym roku zostały zmienione okresy, w których kończy się sezon. Do niedawna pokrywał się on z rokiem szkolnym. Kilka lat temu Europejska Federacja Badmintona zdecydowała, że sezon zaczyna się tak, jak rok kalendarzowy – od stycznia i trwa do grudnia. W ubiegłym roku – po długiej dyskusji zainicjowanej jeszcze w poprzedniej kadencji – władze PZBad ostatecznie zdecydowały, że polski badminton też będzie pracować w tym samym rytmie. Nowy regulamin musiał się zgadzać z pewnymi, nierozbudowanymi zbytnio z resztą wytycznymi dotyczącymi głównie struktury rozgrywek, a także do pewnego stopnia uwzględniać charakter  kalendarza turniejów BE i BWF. A kalendarz rozgrywek polskich można zrobić dopiero, gdy jest regulamin. W efekcie na początku stycznia 2018 r. Aktualny Regulamin Sportowy został przyjęty w wersji tymczasowej i na jego podstawie tworzono kalendarz. W związku z tym do marca prawnie nie można było zgłaszać nowych turniejów. W połowie stycznia w Przemyślu prezes Marek Zawadka zaproponował kilku osobom, które mają uzasadnione merytoryczne uwagi do tamtej wersji, by ją dopracowały jak należy. Pierwszą osobą, która miała być koordynatorem prac nad regulaminem, był Stefan Pawlukiewicz. Pomagać miał mu zespół ludzi, którzy działają w różnych sferach badmintonowego świata, czyli ktoś z grona trenerów, organizatorów turniejów, sędziów: Marek Krawczyk, ja, Katarzyna Garbacka, Piotr Skrzek i Marek Łysakowski. Niestety, Stefan ciężko zachorował i nie mógł pracować. W czerwcu zmarł. W tej sytuacji rolę koordynatora prac Komisji Regulaminowej przejął Marek Krawczyk. A akurat nastał okres przedobozowy i obozowy. W tym czasie Kasia Garbacka i Piotrek Skrzek nie bardzo mogli poświęcić wystarczająco dużo czasu, więc wycofali  się z bieżących prac. Ostatecznie do spotkań roboczych zostałem ja i Marek Krawczyk. Spotykaliśmy się po kilka razy w tygodniu, by omówić i opracować kolejne punkty.  Konsultowaliśmy się w poszczególnych, głównie wycinkowych, sprawach z różnymi osobami, m.in. z mieszkającym daleko od nas dwóch innym członkiem naszego zespołu Markiem Łysakowskim, jedynym polskim sędzią głównym z certyfikatem BE Tomaszem Rogowskimi kilkoma innymi osobami spośród trenerów, sędziów, organizatorów. Także pewne swoje pojedyncze uwagi przesyłał prezes Marek Zawadka. Tu może jako ciekawostkę dopowiem, że uznaliśmy, że około 60 procent jego uwag rzeczywiście jest słusznych, ale były też ze dwie takie, które naszym zdaniem w żaden sposób nie nadawały się do wprowadzenia do Regulaminu.

Czym się Pan kierował: doświadczeniem, wzorami z innych krajów? Mówił Pan, że regulamin musiał być przede wszystkim dopasowany do polskich warunków.
Nawet w pewnym momencie po pewnych dyskusjach z jednym z naszych konsultantów Marek Krawczyk zaczął wstępnie przychylać się do koncepcji, że nie ma co zmieniać rankingów, punktacji, itp., tylko po prostu przenieść do naszego Regulaminu zapisy z regulaminów Europejskiej i Światowej Federacji Badmintona. To była jedna z koncepcji.

Bo po co wyważać otwarte drzwi, tak?
To byłoby najprostsze. Jednak okazało się, że w Polsce nie można tego zrobić, bo tamte regulaminy są przewidziane dla turniejów typu Polish Open, gdzie wszystko jest grane „pucharówką”. W naszych warunkach ten system się nie sprawdza, bo u nas gra się przeważnie grupowo. W efekcie ranking byłby całkowicie zakłócony. Nie można było zrobić kopii. Trzeba było wyjść od sytuacji w polskim badmintonie i uwzględnić tutejsze potrzeby. Wiadomo, że celem jest utrzymanie jakiegoś poziomu, żeby lepsi zawodnicy mieli się gdzie ogrywać, żeby ranking sensownie odzwierciedlał kolejność. System musi uwzględniać różne turnieje, żeby ich nie było za mało, ale i nie za dużo. Tym bardziej, że w Polsce niektóre kluby, jeżeli nie zorganizują jakiegoś turnieju, to nie będą miały za co przeżyć i szkolić dzieci. Nie wszyscy mogą jechać na turnieje wyższej rangi. Krótko mówiąc, nie można przesadzić z teorią. Założenia były takie, że trzeba zejść na ziemię i przy założeniu, że jest taka, a nie inna grupa organizatorów, trzeba do tego dołożyć margines, by mogli zorganizować turniej inni –  nowi, jeśli będą chcieli i będą mogli spełniać określone wymogi.

I to będzie dobra puenta.
Jeszcze nie ma puenty. I nie będzie. W tej chwili jest sytuacja taka, że przedłożyliśmy projekt głównej części, trafiła ona do Rady Trenerów i Kolegium Sędziów. Jeszcze kończymy tabelę punktową, bo się okazało, że jednak trzeba ją przeliczyć inaczej. Dojdą regulaminy w turniejach typu Grand Prix. Na razie gotowa jest część ogólna. To jest oczywiście propozycja regulaminów i załączników dotyczących mistrzostw Polski – proponowane są pewne zmiany dotyczące m.in. liczby uczestników, systemu rozgrywania, czy sposobu kwalifikacji do turnieju finałowego. Zobaczymy, co trenerzy i sędziowie odpowiedzą, jakie będą wnioski po konsultacjach. Procedura zakłada, że uwagi wracają do nas i to my z Markiem Krawczykiem naniesiemy poprawki, bo mamy ogląd całości. A chodzi o to, by regulamin był spójny i czytelny, żeby nie budził wątpliwości. Kiedy zostanie zatwierdzony? Nie wiem. Ma obowiązywać w przyszłym roku, czyli powinien być przyjęty jeszcze w listopadzie.  Ale by była jasność: bezwzględnie przed końcem roku powinien być przyjęty jakiś Regulamin Sportowy mający obowiązywać od stycznia roku 2019. Przyjąć go i zatwierdzić może tylko Zarząd PZBad, z kogokolwiek by się ten Zarząd miał składać. Nam tu – i chyba też wielu osobom w polskim badmintonie – zależy, by ciało władcze zatwierdzające Regulamin obowiązujący od r. 2019 miało do dyspozycji drugi materiał – projekt alternatywny w stosunku do aktualnie obowiązującego Regulaminu. Jaka będzie decyzja w tej sprawie, nie wiem.  Może być też tak, że to wszystko, co wypracowaliśmy w ciągu ostatnich miesięcy, pójdzie do kosza. Zdajemy sobie z tego sprawę. Wtedy oczywiście zostanie to, co obowiązuje teraz. Może z jakimiś zrobionymi ad hoc poprawkami i wstawkami. Nie przypuszczam, by powstał gdzieś trzeci projekt, który pojawi się nagle na tapecie obok tych dwóch zapisów regulaminowych. Znając realia polskiego badmintona, nie sądzę, by ktokolwiek był taki wyrywny i w dodatku tak bardzo po cichu pracowity. Ale kto wie…Pierwszego grudnia zbiera się nadzwyczajny zjazd. Niezależnie od tego, czy regulamin zatwierdzi obecna, czy nowa władza, kolejny rok to będzie czas sprawdzania i korekty. Życie pokaże, czy te zapisy są dobre.

Top