You are here
Home > wywiady > Trochę pachnie Kafką (2)

Trochę pachnie Kafką (2)

Wywiad z prezesem Polskiego Związku Badmintona  Markiem Zawadką. – Część 2.

– Ja się czuję jak Józef K. – mówi Marek Zawadka, prezes Polskiego Związku Badmintona w rozmowie o kłopotach finansowych Związku, dziwnej postawie ministra sportu i ostrej walce o władzę i publiczne pieniądze.

 


Dlaczego w ministerstwie tak pana nie lubią? Podejmuje pan decyzje złe dla polskiego badmintona? Czy dopuszcza się nieprawidłowości w kierowaniu Związkiem? Chciałabym (pewnie nie tylko ja) zrozumieć, skąd ta niechęć władz resortu? I do kogo? Do pana? A może do zawodników? W końcu to oni cierpią najbardziej w tej sytuacji.

Serio pyta pani w kategoriach „lubię – nie lubię”? Decyzje złe? Jak to określić? Wysłanie juniorów na MEJ (mistrzostwa świata juniorów – red.) w 2017 roku to była zła decyzja? Czy też wysłanie kobiet po raz pierwszy od 6 lat na DME (drużynowe mistrzostwa Europy – red.)? A nieprawidłowości? Były dwie kontrole MSiT. Jedna organizacyjna, druga finansowa. I w pierwszym przypadku uwagi dotyczyły działań poprzedniego zarządu – m.in. zwołania z opóźnieniem dwóch miesięcy Sprawozdawczo-Wyborczego Krajowego Zjazdu Delegatów czy podejmowania działań organizacyjnych mimo wygaśnięcia umocowań prawnych.
A kontrola finansowa? Zakwestionowała trzy wydatki, z których jeden wynikał z umowy podpisanej między poprzednim zarządem a Fundacją Polskiego Związku Badmintona (dziś jest to Fundacja Narodowy Badminton) o organizację Polish Open i dwie z początków naszej działalności. Trudno tym tłumaczyć zablokowanie wtedy kont i przyznanie dotacji dopiero pod koniec maja. To był rok, w którym juniorzy zdobyli po raz pierwszy trzy medale na MEJ, na które pojechali za pożyczone, prywatne pieniądze.

Jak się robi milionowy dług w tak małym związku sportowym?

To pytanie m.in. do pana Szargieja. Przecież on był członkiem ówczesnego zarządu PZBad i potem przewodniczącym komisji rewizyjnej. Ja nie wiem. Pewnie można, skoro został zrobiony.

Niech pan, człowiek z doktoratem, coś mi wytłumaczy? Poprzedni zarząd PZBad nie przejął się długiem, stworzył wspomnianą fundację, a ministerstwo przekazywało publiczne (!) pieniądze na jej konto zamiast do oficjalnego związku? Takie rzeczy są zgodne z prawem?

Zostawmy moje wykształcenie w spokoju. Bardziej bym powiedział, że od 20 lat pracuję w instytucjach związanych z sektorem finansów publicznych. I powiem pani, że nie wiem. Trzeba pytać też MSiT, dlaczego w 2016 roku środki na szkolenie przelewało na konto związku okręgowego lub fundacji. Nikomu nie przeszkadzało, że środki, które mogły pójść na spłatę długu (mówimy o długu wobec ZUS), były przelewane na konto Fundacji (wówczas jeszcze Polskiego Związku Badmintona), tym samym pozbawiając wpływów Związek. Pani mnie pyta, czy takie rzeczy są zgodne z prawem. Skoro ministerstwo tak robiło i nadzór nie uznał, że to wykroczenie lub zła praktyka, to chyba tak.

Na konta którego okręgowego związku MSiT przelewało pieniądze?

Podlaskiego.

Ciekawe… Potem to samo ministerstwo nakazało nowemu, czyli obecnemu zarządowi zawarcie ugody z ZUSem i spłatę długu. Państwo to zrobili – ugodę zawarli, dług jest spłacany. Czyli minister powinien być zadowolony, a tymczasem obraża się za to, czego sam zażądał? I wymierza karę?

To trochę pachnie Kafką. Ja się czuję jak Józef K. Tyle że chciałbym zauważyć, iż sytuacja z ZUSem nabrzmiewała od dawna i środowisko (pewnie nie całość, bo było też niektórym wygodnie, by pieniądze szły tu i ówdzie) chciało to zmienić. Nie było nacisków ze strony MSiT. Bo w końcu dlaczego mieliby naciskać na nas, skoro nie naciskali na poprzedni zarząd? Generalnie, wszyscy wiedzieli, że jest fatalnie, kiwali głową ze zrozumieniem i mówili: „Musicie w końcu coś zrobić”. A potem na areny weszła plotka i nacisk, i zaczęło być gorąco. Tyle że my już wtedy porozumienie mieliśmy podpisane. I spłacamy je miesiąc po miesiącu. Płacząc przy każdym przelewie.

Kim jest pana główny (albo kreujący się na takiego) oponent/rywal, Lech Szargiej? Dlaczego akurat on czuje się uprawniony do powoływania Nadzwyczajnego Zjazdu Delegatów?

Bo najwięcej stracił. Z jednej strony jako przewodniczący komisji rewizyjnej nie był na tyle skuteczny, by wymóc na zarządzie spłatę tego długu. Z drugiej – to środki, jakie szły z ministerstwa, w dużej mierze szły przez Podlaski Związek. Były to kwoty od 1 350 000 zł do 1 600 000 w ciągu lat 2013 – 2016. Według mnie, to była taka gra.
A dlaczego czuje się upoważniony? Pytanie do pana Szargieja. Według mnie, fajnie się zarządza, mając takie zastrzyki środków (mimo że tylko przechodziły przez konto). Wtedy nie trzeba samodzielnie starać się o nie w samorządzie czy u sponsorów.

W listach prezesa Podlaskiego Związku Badmintona uderza pewność, z jaką pisze o motywacjach ministerstwa. Ma tam kolegów lepszych od pana? Wyżej postawionych?

A tak. To takie przechwalanki jak u dzieci w piaskownicy. Tylko że same do siebie. Znaczy: chce mi pani powiedzieć, że ministerstwo działa na szkodę Związku? Że urzędnicy ministerstwa obiecują innym osobom przychylniejsze traktowanie, niż obecnie wybrany zgodnie z prawem zarząd? O czym pani mówi? Przecież NIKT nie jest tak ograniczony, by tak wkopywać swoich znajomych pełniących funkcje urzędnicze bądź polityczne w ministerstwie.

 

Rozmawiała Agata Grzelińska

 

Top