You are here
Home > wywiady > Trochę pachnie Kafką (1)

Trochę pachnie Kafką (1)

Wywiad z prezesem Polskiego Związku Badmintona  Markiem Zawadką. – Część 1.

– Ja się czuję jak Józef K. – mówi Marek Zawadka, prezes Polskiego Związku Badmintona w rozmowie o kłopotach finansowych Związku, dziwnej postawie ministra sportu i ostrej walce o władzę i publiczne pieniądze.

Orientuje się pan może, kto jest teraz prezesem Polskiego Związku Badmintona?

Patrząc na KRS i na to, do kogo pisma adresuje Ministerstwo Sportu i Turystyki, to ja.

Pytam, bo chcę się upewnić. Gdy czytam jeden z ostatnich listów Lecha Szargieja, prezesa – o ile mi wiadomo – Podlaskiego Okręgowego Związku Badmintona, który formułuje zdania typu: „Nadzwyczajny Zjazd Delegatów odbędzie się zgodnie z planem jak napisałem wyżej. Szczegóły podam niebawem”, można ulec złudzeniu, że to on jest szefem Polskiego Związku Badmintona, a nie Pan.

Historia zna wielu uzurpatorów. Żaden z nich nie przeszedł z fazy uzurpacji, czy też chwilowej władzy, do władzy pełnej i zalegitymizowanej prawnie.

Obawia się pan tego, co się stanie 1 grudnia?
Tak. Mam pilnować sam wnuka. Sam na sam.

Brzmi poważnie. Wracając do spraw badmintona – niezależnie od rewolucji wszczynanej przez pana oponenta/oponentów, do których jeszcze wrócimy, sytuacja finansowa w PZBad jest fatalna. To nie jest tajemnica. Skąd się wzięły te problemy?

Z obcięcia środków przez MSiT, przy jednoczesnym uwikłaniu środków własnych w spłatę osławionego długu wobec ZUS.

Lech Szargiej w ostatnim swoim liście do środowiska badmintonowego napisał, „że Związek zaciągnął kredyt w kwocie około 200 000 zł, który trzeba będzie spłacić. Do tego generowane są koszty w kwocie około 35 000 zł miesięcznie, na które Zarząd nie ma pokrycia!”  Co to za kredyt? Na jaki cel?

To zwykła linia kredytowa. Imprezy mistrzowskie w Europie odbywają się w lutym – seniorzy i marcu – juniorzy (to akurat ulega zmianie). Dotacja ministerialna przychodzi później. No i powstał w 2017 roku problem, więc by go uprzedzić, wzięliśmy linię kredytową na poziomie 150 000 zł. Jak widać, źródło plotek pana Szargieja w biurze Związku celowo wprowadza go w błąd. Natomiast, co do kwoty 35 tysięcy zł i to miesięcznie, to też nie wiadomo, od którego miesiąca on to liczy i jak to liczy. Według mojej wiedzy, na dziś nie zalegamy z żadnymi płatnościami na rzecz ZUS, US czy pracowników, poza kilkoma fakturami na relatywnie niewielkie kwoty.

Czego dotyczą koszty w wysokości 35 tysięcy zł miesięcznie?

Nic mi nie wiadomo o takich kwotach.

Największym problemem PZBad jest najpierw ograniczenie, a następnie całkowite zablokowanie dotacji przez MSiT. Jest to też największy zarzut pod adresem pana i całego obecnego zarządu. Władze Związku nie proszą ministerstwa o te dotacje? Czy robią to nieprawidłowo?

Zarząd składa wnioski. One są odrzucane. Uzasadnienia nie ma.

Ministerstwo nie uzasadnia odmowy?

Nie uzasadnia.

Nie może się pan po prostu spotkać z ministrem Witoldem Bańką i osobiście go zapytać, o co chodzi?

Pan minister nie odpowiada na propozycje spotkań. Panowie wiceministrowie też, dyrektor departamentu też.

 

Rozmawiała Agata Grzelińska
Top